Jazda po szutrowych, równych drogach jest wielką przyjemnością. Jednak znalezienie takich dróg, szczególnie na obcym sobie terenie jest trudne. Dużą pomocą służą tu turystyczne mapy papierowe, gdzie zaznaczono szlaki turystyczne i rowerowe, które zazwyczaj prowadzą po najciekawszych, malowniczych drogach.

Na takich mapach opisano atrakcje turystyczne i punkty widokowe. Ja zawsze zaczynam od wizyty na dobrze zaopatrzonej stacji paliw w głównym mieście obszaru jazdy. Kupuję mapę i siadam do planowania mojej trasy. Kolorowymi markerami zaznaczam ciekawe (z punktu widzenia motocyklisty) miejsca i drogi asfaltowe – posłużą do wykreślenia schematu podróży. Następnie, już innym kolorem zaznaczam drogi szutrowe. To najtrudniejsza część, bo nawet jeśli droga na mapie jest, to w rzeczywistości może okazać się nieprzejezdna. Niektóre nadleśnictwa wydają mapy z zaznaczonymi drogami leśnymi udostępnionymi dla ruchu – to fajna rzecz, bo mam pewność, że przejadę.

Drogi pole łączące “w linii prostej” dwie wsie też zazwyczaj wykorzystywane są do ruchu lokalnego. Zawsze zwracam szczególną uwagę na tory kolejowe i rzeki – motocykl to nie rower, który można przenieść – potrzebujemy użyć przejazdu dla co najmniej traktora, a to czasem oznacza bród. Następna wskazówka to łowiska – dojazdy do nich wykorzystują wędkarze, choć często te drogi prowadzą przez las. Jeśli o lesie mowa, to zasada jest prosta: nie jadę! Wjazd do lasu jest absolutnie zakazany, a motocykliści nie mają dobrej prasy. Lasy Państwowe udostępniły swoje dane w aplikacji m.bdl, gdzie łatwo sprawdzić używając smartfona z lokalizacją jak wygląda nasza “sytuacja”. Ale nie każdy las należy do LP! Są lasy prywatne, serwituty, tereny zalesione, czy porośnięte nieużytki.

Czasem dojazd do pola rolnego prowadzi skrajem lasu – to dla nas cenna informacja. No dobra, mamy na mapie kolorowe linie, punkty, ale co dalej? Ja odpalam na kompie online stronę GPSVisualiser/draw, gdzie mogę przełączać widok mapy (wykorzystuję głównie warstwę z darmową mapą OSM i zdjęcia satelitarne google), oraz rysować linie śladu (track) – jak wcześniej na mapie papierowej. Klikam tak od punktu do punktu, zakręt po zakręcie, łącząc te wszystkie ciekawe miejsca, trasy w zarys mojej wycieczki. Tam, gdzie nie mam pewności co do nawierzchni, sprawdzam na zdjęciu satelitarnym i… wybieram szutrówkę! Jak ślad jest “wyklikany” na kompie ściągam go jako plik .gpx i wgrywam do mojego odbiornika Garmin (używam zamiennie GPSMap 276Cx i Montana), gdzie zainstalowaną mam darmową mapę dla rowerzystów VeloMap. W drogę! Może z https://www.akademiaenduro.pl/pl/podroze ? Jeszcze kilka słów o prędkości: z mojego doświadczenia wynika, że jadąc cały dzień takimi drogami robię średnio 40km/h (z krótkimi postojami), co oznacza, że w 8-9 godzin przejadę ok. 350 km.

[Głosów:17    Średnia:2.9/5]

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ